Czy plaga szczurów sparaliżuje Wrocław?
Wrocław Info

Czy plaga szczurów sparaliżuje Wrocław?

lis 18, 2025

Wrocław, miasto mostów i krasnali, od miesięcy zmaga się z nieproszonymi gośćmi, którzy czai się w cieniach ulicznych latarni i pod otwartymi klapami śmietników. Mieszkańcy z przerażeniem unikają wieczornych spacerów, a w mediach społecznościowych mnożą się relacje gryzoniach. To nie science-fiction, lecz codzienność 2025 roku – plaga gryzoni, która eskaluje z każdym przepełnionym kontenerem i zaniedbaną piwnicą

Rat Street: Ulica, gdzie gryzonie rządzą nocą

W sercu Wrocławia, zaledwie krok od tętniącego życiem Rynku, ulica Igielna zyskała ironiczny przydomek „Rat Street”. Mieszkańcy Google Maps oznaczają ją pinezką z oceną 3,8 na 5, dodając komentarze rodem z czarnej komedii: „Rozczarowana, ani jednego szczura nie było” albo: „Małe, duże, agresywne – dla każdego coś się znajdzie”. Aleksandra, emerytowana nauczycielka mieszkająca przy tej ulicy, opowiada o pierwszym spotkaniu z gryzoniami trzy lata temu. „Wtedy był jeden, nieśmiały. Dziś wieczorem nie da się wyjść z domu. Stukam parasolem, by je odpędzić, ale one wracają, walcząc o każdy okruch”. Doroczny szczyt plagi przypada na grudniowy jarmark bożonarodzeniowy, gdy tłumy turystów zostawiają po sobie góry bioodpadów.

Nie tylko Igielna pada ofiarą inwazji. Na Nadodrzu, w cieniu zabytkowych kamienic, szczury drążą nory pod podwórkami, wychodząc na żer w biały dzień. Mieszkanka ul. Ołbińskiej zgłasza: „Dziury od ulicy po podwórko, a w piwnicach piski i drapanie. Gryzonie wspinają się po ścianach, gryząc kable samochodów”. Centrum, to szczerze epicentrum: plac Solny, ulice Świdnicka i Włodkowica, gdzie restauracje i bary generują tony resztek. Straż Miejska odnotowała w tym roku ponad 3800 kontroli śmietników, nakładając 66 mandatów na 26 tysięcy złotych. Ale kary – nawet 500 złotych za wyrzucanie jedzenia poza kontenerami – nie odstraszają. Na osiedlach jak Krzyki-Partynice czy Przedmieście Oławskie, gdzie otwarte wiaty śmietnikowe kuszą jak bufet, gryzonie mnożą się. Mieszkańcy widzą je nie tylko na ulicach, ale i w toaletach – wspinające się kanalizacją, jak w tanich horrorach. Jedna z relacji z 2023 roku, wciąż aktualna, opisuje martwego szczura wypływającego z muszli klozetowej. „To nie anegdota, to rzeczywistość” – mówi pan Mateusz z firmy deratyzacyjnej DDD.

Szacunki populacji: na co najmniej milion osobników

Gryzonie nie ograniczają się do ulic. W piwnicach bloków z lat 70., pod torami kolejowymi przy ul. Jedności Narodowej, stada – nawet 15 na metr kwadratowy – urządzają uczty z resztek chleba którymi niektórzy dokarmiają gołębie. Filmiki krążące po TikToku i X pokazują je biegnące falą, jak w apokaliptycznym pochodzie. Na peryferiach, w okolicach marketów i zapleczy gastronomicznych, nory łączą się w podziemne metropolie. Szczury, te szare Rattus norvegicus, są mistrzami adaptacji: wspinają się po elewacjach, pływają w kanalizacji i przegryzają izolacje aut, powodując awarie warte tysiące złotych. Mieszkańcy Nadodrza żartują, że „Wrocław to nie miasto mostów, a labirynt nor”. Ale śmiech maskuje strach – dzieci boją się podwórka, seniorzy unikają wieczornych wyjść.

Szczury we Wrocławiu. Miasto staje się ich placem zabaw

Szczury we Wrocławiu to stworzenia nocne, ale w 2025 roku ich harmonogram się zmienił. „Wychodzą o zmierzchu, między 18 a 22, gdy ulice pustoszeją” – wyjaśnia Elżbieta Suszczyńska, deratyzator z 40-letnim stażem. Ciepłe jesienie, spowodowane zmianami klimatu, przedłużają sezon aktywności: zamiast zimować, gryzonie żerują dłużej, korzystając z łagodnych temperatur. Szczyt przypada na noce po weekendach, gdy bary w centrum zostawiają po sobie chaos resztek. „Wtedy biegają stadami, nie bojąc się świateł” – relacjonuje Aleksandra, mieszkanka ul. Igielnej, opisując, jak dwa osobniki wyskoczyły na nią z piwnicznego okienka, walcząc o kawałek kebaba.

Doba szczura, to rytuał przetrwania. Rano chowają się w norach – dziurach w chodnikach, szczelinach pod altanami śmietnikowymi czy kanałach burzowych. Śpią tam, gdzie jest ciepło i sucho. Po południu, gdy słońce słabnie, wychodzą na zwiady, żerując na porzuconych workach. Noc to ich czas triumfu: między 22 a 4 nad ranem opanowują ulice, buszując w otwartych kontenerach. Na ul. Słowiańskiej, w Nadodrzu, mieszkańcy słyszą drapanie i piski pod wiatami – to młode mioty walczą o przestrzeń. Ciąża szczura trwa 21-29 dni, miot liczy 8 młodych; w idealnych warunkach populacja podwaja się co trzy miesiące. We Wrocławiu warunki są idealne: bioodpady z restauracji, dokarmianie ptaków i brak naturalnych drapieżników. „Bez kotów ulicznych, które kiedyś regulowały liczebność, szczury czują się bezkarnie” – zauważa internauta na X, komentując filmik ze stadem pod drzewem przy Jedności Narodowej.

Nie brakuje relacji o agresji. Na Partynicach gryzonie atakują opony samochodów, gryząc kable; w centrum biją się o jedzenie na oczach przechodniów. Klimatyczne anomalie pogarszają sprawę: łagodna zima 2024/2025 pozwoliła na dodatkowy cykl rozrodczy. Mieszkańcy boją się nie tylko ugryzień – pchły szczurze przenoszą leptospirozę, a odchody alergeny. „Wychodzę tylko rano, z latarką” – przyznaje pani z Ołbina. To nie tylko dyskomfort; to zagrożenie dla zdrowia publicznego, gdzie nocne miasto staje się ich królestwem.

Korzenie szczurzej plagi: Jedzenie, zaniedbania i betonowa pułapka

Dlaczego Wrocław stał się szczurzym rajem? Odpowiedź kryje się w śmieciach i ludzkich nawykach. „Główna przyczyna to bioodpady: resztki z kebabów, chleba dla gołębi, otwarte śmietniki” – podkreśla Michał Guz z Urzędu Miejskiego. Miasto, z 700 tysiącami mieszkańców plus falą turystów, generuje tony odpadów. Przepełnione kontenery na Nadodrzu czy w centrum pękają, rozsypując ucztę dla gryzoni. Dokarmianie ptaków? „Fantastyczna karma dla szczurów” – komentuje jeden z mieszkańców Wrocłwiani. W 2025 roku Straż Miejska nałożyła mandaty za to na 20 tysięcy złotych, ale nawyk trwa.

Zmiany klimatu dodają problemowi paliwa: cieplejsze zimy skracają hibernację, a deszcze wypłukują nory, zmuszając do migracji na powierzchnię. „Są plastyczne – adaptują się do miasta lepiej niż my” – wyjaśnia dr Wincewicz. Betonowe osiedla bez zieleni to labirynt bez ucieczki, a brak kotów ulicznych – po sterylizacjach i programach adopcyjnych – pozostawił próżnię. „Albo dzikie koty, albo dzikie szczury” – piszą internauci na X. Pandemia przyspieszyła: mniej ruchu ulicznego, więcej resztek które można zjeść. Eksperci z Uniwersytetu Przyrodniczego szacują, że na jednego wrocławianina przypada 3-10 gryzoni. W kanałach, piwnicach i pod torami żyje ich milion. Bez uszczelnienia gospodarki odpadami plaga będzie rosła, czyniąc Wrocław labiryntem cieni.

Miliony na trutki we Wrocławiu. Czy to wystarczy?

Miasto walczy, ale bitwa wydaje się z góry przegraną. Rocznie Wrocław wydaje 2,5 miliona złotych na deratyzację – od 2023 roku obowiązkową 10 miesięcy w centrum, z przerwami tylko w kwietniu i październiku. Do września 2025 rozłożono 10 tysięcy stacji z 4 tonami trutki; zebrano 650 kg martwych szczurów. „To setki, może tysiące osobników” – szacuje urząd. Modernizacja śmietników: podziemne pojemniki, szczelne klapy. Straż Miejska wybiórczo kontroluje codziennie 20 podwórek, głównie na Starym Mieście. Mandaty? Dotychczas 76 w tym roku, łącznie na 20 tysięcy złotych.

Deratyzacje dają ulgę na chwilę, nie likwidują problemu. Trutki w kanałach różnią się od tych w norach; gryzonie uczą się ich unikać. Miasto apeluje: zamykajcie klapy, nie wyrzucajcie do toalety. Budapeszt w latach 70. zmniejszył populację szczurów o 90% dzięki masowym akcjom i edukacji. Wrocław próbuje: kampanie, nowe regulacje. Koszt? Wzrost o 150% od 2023, kilka milionów zł z budżetu. Ale bez zmiany nawyków – segregacja, mniej dokarmiania – to walka z wiatrakami. Szczury zawsze będą, ale trzeba je kontrolować . Mieszkańcy czekają na przełom, ale dziś ulice pozostają ich szczurzym terytorium.

Wrocław, perła Dolnego Śląska, stoi przed wyborem: czy plaga szczurów stanie się anegdotą, czy symbolem zaniedbań? Mieszkańcy, przerażeni i zdeterminowani, domagają się więcej niż trutek – systemowej zmiany. Tylko wspólny wysiłek – od śmietnika po ratusz – może przywrócić ulicom spokój od gryzoni. Inaczej wrocławska „Rat Street” stanie się normą, a nie wyjątkiem.

Szczury we Wrocławiu: (c) MojWroclaw.Wroclaw.pl / GR

Zobacz też: 
> Hotel czy hostel? Noclegi we Wrocławiu
> Schrony we Wrocławiu